Obraz Józefa Czapskiego „Hommage à de Staël” w kolekcji państwowej Francji
Obraz „Hommage à de Staël”, namalowany przez Józefa Czapskiego w 1981 r., znajduje się w Narodowym Centrum Sztuk Plastycznych w Paryżu – francuskiej kolekcji państwowej. Gdy był eksponowany na wystawie „Joseph Czapski” w Galerie Jean Briance w Paryżu (19 listopada 1981– 14 stycznia 1982), został kupiony w czasie jej trwania. Wprost z galerii trafił do państwowej kolekcji.
Zainteresowanie Józefa Czapskiego twórczością Nicolas de Staëla
Gdy 3 czerwca 1981 r., 85-letni Józef Czapski, prawie dwumetrowego wzrostu, lekko pochylony, w słomkowym kapeluszu, zaopatrzony w szkicownik i flamaster udał się do Grand Palais w Paryżu, po raz pierwszy mógł stanąć przed tak wieloma obrazami Nicolas de Staëla (1914–1955). Wchodząc po schodach do Grand Palais, widział wielki plakat zapowiadający ekspozycję, na którym umieszczono akt kobiety (obraz Les Indes galantes, 1953). W kilku salach, po raz pierwszy w Paryżu, w instytucji państwowej, zaprezentowano wielką, składającą się z ponad 120 obiektów, wystawę retrospektywną tego francusko-rosyjskiego malarza.
Czapski twórczością de Staëla interesował się już w latach pięćdziesiątych XX w. W marcu 1950 r. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Paryżu kupiło „Kompozycję” de Staëla (1949). W Paryżu, w czerwcu 1950 r., w Galerie Jacques Dubourg przy 10 avenue de Messine pokazano 12 jego obrazów. Artysta był zapraszany na wystawy zbiorowe m.in. do galerii Charpentier w 1954 i 1955. Także po śmierci malarza, w 1957 r. jego marszand pokazał cykl rysunków w Galerie Jacques Dubourg.
Nicolas de Staël w oczach Józefa Czapskiego
W artykule „Prąd niepowstrzymany” (1959) Józef Czapski analizował życie i twórczość Nicolas de Staëla. Pisał: „W okresie, gdy tysiące malarzy na całym świecie ponosi «prąd niepowstrzymany» ku abstrakcji, ten malarz, który właśnie dzięki takiemu malarstwu abstrakcyjnemu osiągnął sukces światowy, zrywa z abstrakcją i samotnie zaczyna powracać z powrotem ku naturze. Nawrót jest trudny. Pełen wątpliwości, zygzaków myślowych, a może również walki z naciskiem, z negatywnymi reakcjami kolegów, marchandów. Jest znowu zupełnie sam”.
W grudniu 1964 r. Czapski pisał do przyjaciela, pisarza Ludwika Heringa (1908–1984): „teraz jest wystawa de Staëla, piękna, której nie widziałem”. Ekspozycja, o której wspominał, odbywała się w Galerie Louis Carré w Paryżu (8–31.12.1964). Pokazano wówczas 17 obrazów artysty z lat 1946–1947. Mimo że nie mógł jej obejrzeć, śledził wnikliwie artykuły, które pojawiały się o artyście i wybrane wkleił do dziennika (z „Le Monde”, 18.12.1964 r. Nicolas de Staël a trenste deux ans, napisany przez André Chastel [1912–1990]; z „Beaux-Arts”, 9-15.12.1964, De Staël reste le peinture capital de sa génération, napisany przez Pierre’a Courthiona [1902–1988]).
Józef Czapski i obrazy Nicolas de Staëla
Jak przyznawał Czapski w artykule „De Staël” (1981) – dzieła malarza znał przede wszystkim z reprodukcji, dlatego z niecierpliwością czekał na moment, gdy zdrowie i codzienne obowiązki pozwolą mu zobaczyć wielką wystawę w Grand Palais. Świadczy o tym zapis w dzienniku pod datą 30 maja: „nagle żyję pod wrażeniem wystawy de Staëla, której jeszcze nie widziałem, ale ją sobie wyobrażam”.
W czerwcu 1981 r. wreszcie stanął przed obrazami swego ulubionego artysty. „Wielka wystawa de Staëla mnie olśniła” – pisał w liście (27.06.1981) do poetki i eseistki, Joanny Pollakówny (1939–2002).
Oglądał z uwagą, notował i rysował w szkicowniku obrazy mistrza i… ludzi na wystawie. „Wystawa […] odkryła mi po raz któryś, czym dla człowieka może być sztuka. […] dała mi rewelację, że wbrew długim latom już poza mną, sztuka może wciąż jeszcze narzucić przeżycie tak silne, tak nowe i jakby całkiem innej materii. Wbrew nieszczęściu, wbrew wykańczaniu sił przeżycie szczęśliwe, innego słowa znaleźć nie umiem. Więc cóż ona daje, co nie jest zaczepione o żaden wiek: przeżycie poza czasem?” – notował.
Czapski kupił katalog tej wystawy. Pierwszej wielkiej i ostatniej, którą oglądał. Na jego kartach odnaleźć można ślady lektury z komentarzami. Na końcu książki znalazło się wyznanie artysty: „Dlaczego byłem tak długo tchórzem. Wielki, błogosławiony de Staël!”.
Był pod tak wielkim wrażeniem – on, stary malarz, który tracił siły, wizję i coraz to mniej malował, bo trudy życia odciągały go od pracy – że nagle po obejrzeniu twórczości de Staëla odzyskał siły twórcze, jakby narodził się na nowo. Powstało wiele notatek malarskich, szkiców, które potem przeniósł na płótna i stworzył cykl obrazów oraz napisał artykuł „De Staël”.
Hołd dla Nicolas de Staëla
Przechodząc z sali dzieł abstrakcyjnych do sali, gdzie „wybuchały obrazy figuratywne lub półfiguratywne […], w tej sali od sławnych już obrazów nocnego futbolu […] od wielkich rozmiarów «orkiestry», wielokrotnie już reprodukowanej docieramy dalej do martwych natur przeróżnych rozmiarów […] aż po płótno pokrywające całą ścianę, ogromne, gdzie na tle gładkiej krwawej czerwieni stoi czarny fortepian, wał kajetów muzycznych i ogromna wiolonczela, prędzej do wielkiej gruszki podobna” – pisał Czapski w eseju „De Staël”.
I właśnie ten moment – oglądania wielkiego płótna „pokrywającego całą ścianę” zatrzymał na obrazie „Hommage à de Staël”, znajdującym się we francuskiej kolekcji.
Chwycił za pędzle, by jak najdłużej zachować to „przeżycie szczęśliwe”, wizję swoją, „tę orgię kolorów, gam brutalnych, gdzie czernie i biele przechodziły w ostre żółcie i powtarzający się krzyk cynobrów”. Zapragnął po raz kolejny stanąć przed obrazami. Józef Czapski 29 czerwca 1981 r. ponownie wybrał się na wystawę de Staëla. Wrócił, by jeszcze raz nasycić oczy i swoje szczęśliwe przeżycie: znowu szkicuje, powstają kolejne notatki malarskie.
„I nagle wolny odczułem w de Staëlu czyste źródło natchnienia – jak górski potok czysty i krystaliczny. To przeżycie nie było chwilowym nastrojem, ale pewnikiem” – pisał – „wszystkie dotychczasowe wirtuozyjne popisy, wielosłowie i wątpliwe mity stwarzane o sztuce […] wszystko to przestawało istnieć wobec sztuki de Staëla, olśniewającej i zawsze (abstrakcyjnej czy figuratywnej) sobie wiernej”.
W swoim pokoju w Maisons-Laffitte, który był zarazem jego pracownią, Czapski 11 września 1981 r. rozpoczął prace nad „Hommage à de Staël”. Na obrazie widzimy dwa obrazy, namalowane przez de Staëla w 1955 r. na wielkich płótnach: „Koncert” (350 × 600 cm) i „Mewy” (195 × 130 cm). Józef Czapski podziwiał orgię kolorów „Koncertu” obok stonowanych, szarobiałych „Mew”. Była to ostatnia gra barwna Nicolas de Staëla. „[…] Dzika błyskawiczność, bezpośredniość przekazu wizji, jakby jednym tchem z siebie wyrzuconej z jakąś pewnością i trafnością położeń, które realizował techniką coraz to inną” – notował z entuzjazmem.
Na początku marca 1955 r. Nicolas de Staël przyjechał ze swej pracowni w Antibes do Paryża, aby wziąć udział w dwóch koncertach w Teatrze Marigny. Słuchał wówczas Weberna, „Variations op. 30” i Schönberga. Po powrocie, pomiędzy 12 a 14 marca 1955 r., pracował nad „Koncertem” – jak się okazało ostatnim jego dziełem. Po śmierci artysty pozostały w pracowni także m.in. „Mewy”.
Na obrazie Józefa Czapskiego przed tymi dziełami de Staëla stoi trzech młodych mężczyzn: dwóch ubranych w niebieskie spodnie, niebieskie koszule, trzeci – cały na biało. Malarz wiedział, że gdy de Staël popełniał samobójstwo, 16 marca 1955 r. o godzinie 22:15, skacząc przez okno z piętra swej pracowni przy ulicy Revely w Antibes, był ubrany właśnie w niebieskie spodnie, niebieską koszulę i espadryle. „Starałem się w rozmowie z ludźmi, którzy go znali z bliska, przyjaźnili się z nim i widzieli go zaledwie parę dni przed śmiercią, dowiedzieć się, co było rzeczywistym powodem tej nagłej woli śmierci. Czyżby naprawdę tylko kryzys malarski?” – zastanawiał się Czapski.
Dziś wiemy więcej. Nie tylko kryzys malarski mógł być powodem. Latem 1953 r. Nicolas de Staël zakochał się szaleńczo w mężatce Jeanne Polge (z domu Mathieu) i zaczął prowadzić „emocjonalne podwójne życie”. Trwało to do czasu, gdy opuścił żonę Françoise i dzieci, kochanka jednak we wrześniu 1954 r. odmówiła zamieszkania z artystą. Pisał do niej: „doprowadzisz mnie do szaleństwa, do końca...”, gdy już wiedział, że jej oddalenie stawało się pewne. Nastał trudny czas. Żona, Françoise, poprosiła, by nie spotykał się z dziećmi i nie pisał do nich listów. Odizolowany, samotny próbował zagłuszyć swój ból, zapadanie się w sobie. Spotykał się jeszcze z kilkoma przyjaciółmi, ale przede wszystkim gorączkowo poświęcił się pracy: malował niezliczone martwe natury, pejzaże.
Czapski obok de Staëla
Od 15 września 2023 r. do 24 stycznia 2024 r. w Musée d’Art Moderne w Paryżu można było oglądać wielką retrospektywną wystawę Nicolas de Staëla, na której pokazano ponad 200 obrazów, rysunków i szkiców z kolekcji prywatnych i państwowych z Europy i Stanów Zjednoczonych. Wystawie towarzyszył katalog, w którym był także obraz Józefa Czapskiego. Wydawca z Musée d'Art Moderne w Paryżu zwrócił się do mnie z prośbą, bym pomogła wybrać jeden z obrazów Józefa Czapskiego, który powstał po tym jak polski artysta obejrzał wystawę Nicolas de Staëla z 1981 r. Zdjęcie z kolekcji polskiej (Muzeum Archidiecezji Warszawskiej) wybranego przeze mnie obrazu „Na wystawie de Staëla” (1981) znalazło się w katalogu wystawy obok dzieł de Staëla.
W 2027 r. odbędzie się wystawa retrospektywna dzieł Józefa Czapskiego w Musée d’Art Moderne w Paryżu. Oficjalnie rozmowy o tej ekspozycji rozpoczęto w 2022 r. Uczestniczyłam w nich razem z przedstawicielami polskiego rządu. Czy tym razem obrazom polskiego artysty będzie towarzyszył obraz de Staëla? Choćby w katalogu… Już w marcu 2027 r. o tym się przekonamy.
Elżbieta Skoczek
