Zrujnowana perła baroku – kościół w Hodowicy pod Lwowem
Kościół Wszystkich Świętych w Hodowicy jest (choć z uwagi na stan, w jakim się obecnie znajduje, należałoby użyć czasu przeszłego) jednym z najwartościowszych obiektów architektury i sztuki sakralnej epoki późnego baroku nie tylko na terytorium historycznej Rzeczypospolitej, lecz także Europy. Do miejscowości, odległej w prostej linii od centrum Lwowa zaledwie o 10 km, łatwo dojechać od ulicy Gródeckiej szosą na Sokolniki, skąd już tylko dwa kroki do Hodowicy, sennej wsi, jakby zagubionej na końcu świata. Wyboistą drogą dotrzeć można nad staw, nad którym góruje już bardzo zdegradowany budynek kościelny, ale jeszcze nie jest doszczętną ruiną.
Powstanie kościoła w Hodowicy
Poznanie tego niezwykle interesującego zabytku wymaga dziś, niestety, jedynie wysiłku wyobraźni. Świątynia bowiem już od wielu lat nie tylko nie pełni funkcji kultowych, ale zaledwie istnieje w stanie postępującej ruiny swej substancji fizycznej, ukazującej jeszcze resztki naściennych malowideł na wewnętrznych murach. Jej bogate wyposażenie, a zwłaszcza bezcenne snycerskie, uległo rozproszeniu i tylko pewna jego część, uratowana od zniszczenia, pozwala dzięki pracy wyobraźni na odtworzenie stanu obiektu z czasów jego dawnej – choć nieodległej przecież – świetności.
Kościół w Hodowicy wzniesiono w latach 1751–1758 (według innych źródeł 1751–1783) według projektu Bernarda Meretyna (zm. 1759), z rokokowym wystrojem wewnętrznym, dzięki fundacji księdza Szczepana Mikulskiego (1714–1783), kanonika lwowskiego i proboszcza z sąsiedniej Nawarii. Obiekt charakteryzował się niezbyt wielkimi rozmiarami i zwartą bryłą. Zbudowano go na planie krzyża z kwadratowym prezbiterium oraz nieco dłuższą od niego nawą, którą poprzedza kruchta z trójkątnym frontonem i attyką w formie balustrady.
Fasada świątyni posiada pilastry korynckie, zdobią ją wazy, wieńczy zaś krzyż. Sklepienie krzyżowe, w części środkowej sferyczne, dziś prawie już nie istnieje. Ściany świątyni zdobiły malowidła autorstwa Aleksandra Rolińskiego (1748–1813), ołtarz główny natomiast przedstawiała iluzjonistyczna kompozycja ścienna, której towarzyszyły dzieła snycerskie Johanna Georga Pinsla (zm. 1760/61): Chrystusa na krzyżu, rzeźby aniołów i Matki Boskiej Bolesnej oraz św. Jana Ewangelisty, a także umieszczone na konsolach grupy Samsona z lwem i Ofiary Abrahama. Znajdowały się tam również inne prace, jak np. Alegorie Nowego i Starego Testamentu, Chrystus w kościele w Jerozolimie, Bogarodzica czy alegoria Kościoła Katolickiego, wykonane także w drewnie pokrytym polichromią i złoceniami (niektóre z nich – figury Izaaka z grupy Ofiara Abrahama i Samsona – zostały po wykonaniu pokryte tkaniną usztywnianą przed złoceniem gipsową zaprawą). Natomiast bogato rzeźbiona ambona była w dużej części autorstwa Macieja Polejowskiego (po 1734 – po 1794), wybitnego ucznia i pomocnika Pinsla.
Historia kościoła w Hodowicy
Kościół hodowicki był świątynią szeroko znaną. Przez XIX i połowę XX stulecia ciągnęły do niej pielgrzymki dla admiracji obrazu Matki Boskiej Pocieszenia; w 1900 r. został poddany pracom restauratorskim. Po 1946 r. rozpoczyna się okres coraz bardziej obiektowi niesprzyjający: najpierw, podczas powojennej ekspatriacji ludności polskiej, wierni zabrali część kościelnego wyposażenia do Wrocławia (obecnie m.in. w kościołach św. Augustyna – wspomniany wizerunek maryjny i Bożego Ciała – krucyfiks procesyjny). W 1961 r. świątynię zamknięto, a w kilka lat później wiele z jej snycerskiego wyposażenia autorstwa Pinsla przeniesiono do Lwowskiej Galerii Obrazów (obecnie Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki).
W 1974 r. kościół strawił pożar (najprawdopodobniej wskutek podpalenia), wreszcie zawaleniu uległo sklepienie. Dziś w najlepszym stanie technicznym jest wmurowana na ścianie przy wejściu urzędowa tablica oznajmiająca, że jest to obiekt zabytkowy, co całemu kontekstowi przydaje dodatkowego „kolorytu”. Ruina, której jedynie zewnętrzne mury i krzyż na frontonie świadczą o tym, z czego powstała, jest dziś, bardziej dla uniknięcia wypadku przez ciekawskich niż chronienia rumowiska we wnętrzu, zamknięta na cztery spusty. Klucz do jednego z ich chętnie udostępniał mieszkający w pobliżu Jan Bazyli Korolko, niby ostatni klucznik kościoła, a jednocześnie mimowolny świadek jego postępującej dewastacji. Obecnie odnajdujemy na ścianach fragmenty malowideł... A nad głowami niebo i coraz bujniej porastającą ruiny roślinność...
Bogate wyposażenie ołtarza głównego można w części oglądać w dawnym kościele klarysek we Lwowie (obecnie Muzeum Pinsla, oddział Lwowskiej Galerii). Sala ekspozycyjna, sztucznie wydzielona z kościelnej przestrzeni, wprowadza jednak pewien dysonans w kontemplacji zebranych dzieł o wybitnie przecież sakralnym charakterze, sugerując jakoby nieodwołalność ich desakralizacji poprzez uczynienie z nich jedynie opatrzonych tabliczkami muzealnych eksponatów, niemających już definitywnie powrotu do miejsca swego pierwotnego przeznaczenia.
Ruiny kościoła w Hodowicy
Odbudowa ruiny kościoła w Hodowicy nie jest technicznie niemożliwa. Być może i problemy finansowe udałoby się rozwiązać dla odtworzenia jednej z najwartościowszych świątyń na ziemi lwowskiej. Kwestią nie byłaby też zapewne zgoda czynników urzędowych, raczej sama idea reaktywowania świątyni rzymskokatolickiej w miejscowości pozbawionej praktycznie wiernych tego obrządku. Niemniej – choć dziś ku temu wojenny czas nieprzychylny – po zwiedzeniu Lwowa i jego odnawianych zabytków, a zwłaszcza Muzeum Pinsla, warto odwiedzić i Hodowicę, by na jej przykładzie poznać los, jaki spuściźnie kulturowej, często rangi najwyższej, zgotował panujący jeszcze niedawno na tych ziemiach system, ale też i uświadomić sobie zagrożenia niesione obecnym wojennym barbarzyńskim najazdem Rosji na Ukrainę.
Projektant i rzeźbiarz kościoła w Hodowicy
Na zakończenie należy słów kilka poświęcić architektowi Bernardowi Meretynowi, którego dziełem jest projekt kościoła w Hodowicy oraz rzeźbiarzowi Johannowi Georgowi Pinslowi, autorowi zdobiących go rzeźb i kompozycji, wybitnym twórcom czasu baroku, którzy w dziejach polskiej sztuki stanowili tandem niezwykły.
Dane do ich życiorysu są nadal skąpe, mimo pozostawienia przez nich dzieł nie tylko sztandarowych dla czasu, w którym żyli i tworzyli, lecz także zapewniających im poczesne miejsce w europejskim dorobku architektury i rzeźby epoki rokoka. Pierwszy z nich, architekt Bernard Meretyn (znany również jako Meretiner, Merderer czy Merettini), pochodził z Niemiec lub Austrii, a na jego twórczość miała wpływ architektura czeska, austriacka i włoska. Drugi to rzeźbiarz Johann Georg Pinsel (też Pinzel, Pilznow, Pilse, Pilze, Penzel czy Penzenl), także o nieustalonej dacie urodzenia, zmarły najprawdopodobniej w 1760 r. (ewentualnie w 1761 r.), był nie tylko głównym przedstawicielem tzw. rzeźbiarskiej szkoły lwowskiej, lecz także najwybitniejszym rzeźbiarzem działającym w Rzeczypospolitej w XVIII w. Przybył do niej ok. 1750 r. z Czech lub Niemiec i osiadł, pod protekcją ekscentrycznego magnata, starosty kaniowskiego Mikołaja Bazylego Potockiego (1707/08–1782), w Buczaczu, gdzie miał swój warsztat. Wykonywał w nim prace głównie w drewnie, choć także i w kamieniu, charakteryzujące się nadzwyczaj silną ekspresją i dynamiką formy, nawiązującymi do klimatu późnośredniowiecznej środkowoeuropejskiej snycerki.
Mimo że okres współpracy tych dwóch artystów nie był długi, bo trwał około 11 lat, obiekty projektu Meretyna wyposażone w rzeźby Pinsla były niezwykle harmonijnymi i jedynymi w swoim rodzaju realizacjami o najwyższej wartości artystycznej. Ich przykładami są: greckokatolicka katedra św. Jura we Lwowie, kościół pw. Wszystkich Świętych w Hodowicy, kościół misjonarzy w Horodence i ratusz w Buczaczu. Jedynie pierwszy z tych obiektów, z uwagi na swą rangę metropolitalnej cerkwi greckokatolickiej i jego lwowskie umiejscowienie, nie doznał uszczerbku w latach oprymowania religii, a więc i budynków sakralnych, przez władzę sowiecką oraz powszechnego braku poszanowania dla „niewygodnego” dziedzictwa kulturowego. Dla pozostałych los okazał się znacznie mniej łaskawy: kościół w Horodence doświadczył niemal całkowitego zniszczenia wystroju wewnętrznego, kamienne rzeźby zdobiące fasadę ratusza w Buczaczu uległy poważnej dewastacji, przy czym i sama substancja architektoniczna tych budowli została znacznie nadwyrężona. Wreszcie kościół w Hodowicy stracił zarówno kompletne snycerskie wyposażenie autorstwa Pinsla, jak i popadł w ruinę, z której dotąd się nie podźwignął.
Jan Skłodowski
